Lucy


Nasza Oktomama cudownie zajmuje się swoimi kociakami. Jest czuła i troskliwa, karmi często, dba o ich bezpieczeństwo. Niestety także „wynosi”, upychając je w różnych dziwnych miejscach, nad czym czuwamy już my i nie pozwalamy na chowanie kociąt np. w szufladach :) Troska mamy wynika z obowiązku zapewnienia im bezpieczeństwa, przed wszystkim, także przed innymi kotami mieszkającymi w naszym domu. Kocięta poruszają się już bardzo sprawnie i są wszędzie – i coraz rzadziej, zajęte swoimi sprawami, nie od razu reagują na wołanie mamy i nie przybiegają do niej tak szybko i tak chętnie jak jeszcze tydzień temu. Wstawiłam im kuwetę dla kociąt, wypełnioną drewnianym żwirkiem, kuweta malutka, 20×30 cm. Tam też Lusia postanowiła upchnąć kocięta i je tam nakarmić. Tak, tak! 20×30 cm. W tak maleńkim „pudełeczku” zmieściła się mama i jej 8 kociąt. Nie mogę powiedzieć, żeby było im tam wygodnie, kocia masa wypełniła pudełko szczelnie i zupełnie, w dodatku każde maleństwo ssało i nikt nie protestował. Na szczęście szybko zaakceptowały nowe, wstawione dodatkowo obszerne legowisko do karmienia i już im tam śpią wszystkie razem, wchodząc i wychodząc kiedy tylko mają na to ochotę. Mama „nie ogarnia” brykającej ósemki i dlatego stara się je schować wszystkie razem w jednym miejscu, w którym by były bezpieczne i schowane przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Odruch naturalny u każdej kotki karmiącej swoje maleństwa świadczy o bardzo silnym instynkcie macierzyńskim naszej Lusi.

Macierzyństwo nie odbiło się na zdrowiu Lusi. Szybko się odbudowuje, je ładnie chętnie i dużo, futro jest błyszczące i gęste, mam wrażenie że nawet ładniejsze niż przed ciążą. Mogłaby tylko jeszcze troszkę zaokrąglić się w boczkach i być grubsza, ale gdyby nie to że zeszczuplała, nikt by nie powiedział że to kotka karmiąca :)

Zrobiliśmy jej kilka zdjęć :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *